Ya maha(m)

Na pokładzie Tracera
poczułem tu i tera
choć trochę jeszcze mi doskwiera
żadna to afera

Ot po prostu
trochę ostu
i pokrzywy
trochę szumu
i hałasu
nic wielkiego

lecz zupełnie nie wiem czego
tak się zmienia i przewraca
odchodzi i wraca

dobrze że już nic nie muszę
patrzę więc lekko
na to poletko
co wyrośnie i tak skoszę
dobrze
weźcie mnie na nosze

bez czynnie

siedzę bezczynnie
wyglądam całkiem niewinnie
w tej błękitnej koszuli

pasuje mi do oczu
z których łzy się toczą
bez powodu

czyście kiedyś czuli
swoją czystą przezroczystość
na tle nieba?

kiedy wiesz już
że nie trzeba
wspinać się tam po drabinie

kiedy wiesz już
że co teraz
i tak zaraz szybko minie

siedzę pięknie
i z uśmiechem
rozpuszczam kolejną chwilę

trochę tęsknie
gdy sam zniknę
wtedy również będzie mile

myśli

Wyjść z siebie nie mogę
a chętnie ruszyłbym w drogę
turlamy się razem codziennie
od ściany do ściany – nieodmiennie

Coś brzęczy mi w głowie
szerszeń pszczoła osa?
ach to tylko muchy
wypuszczam je z nosa

łomoczą z bzykiem o szybę umysłu
wciąż nowe
nie mam na nie pomysłu

O!

dziś mam takie ćwiczenie:
każdym słowom co są w środku
mówię:
to nie tak jak myślisz kotku

Rys. Elizka

Odrodzenie

Kiedy odczuwasz zmęczenie
przeżyj Odrodzenie
zostaw za sobą strachów Borowice
umysłowe Przesieki
idź przed siebie
droga nie trwa wieki
choć kosztuje zmęczenie
jednak warto
wejść w wyższe przestrzenie
ponad mgły
prosto w ciszę
poczuć poranne promienie
nimi właśnie piszę

ach!
mam swoje Odrodzenie
codziennie w karku noszę
czy wspinam się
czy siedzę na dupie
przeżyję je
wystarczy że się skupię

po co

Już wiem, że mogę wiele
całkiem dużo
tylko PO CO?

To pytanie przychodzi nocą
w ciszy
czasem przebija przez zgiełk

Rzeczy mnie nużą
wołają jeść
chcą mojej uwagi
spokój burzą
działają jak dragi

Dobrze znam odpowiedź
ona cały czas tam jest
nie woła
wie że do niej wrócę
gdy dostanę fioła

par ka

ładna z nas parka
czajniczek i czarka
a w nich pies i kot
przepis na kłopot

przezroczyste i białe
tu widać tam wcale
ta sama krąży prana
w każdym inaczej pokolorowana

napić się
nie można
ugasić pragnienia
och! parzy!
się rozlewa
czajnik tańczy
kubek śpiewa

tak łatwo stłuc
trudniej kleić kintsugi
po zębach na kubku ślady
po łzach na dzbanku smugi

nic to wszystko
ważne że się dzieje
gdyby wiało pustką
to nawet Salomon nie naleje

e-krany

Przytulam Cię i głaskam
tylko czemuś taka płaska
taka śliska
patrzę z bliska
jesteś chłodna

znikasz

moja dusza głodna
czarne mroczki przed oczami
pomazany mózg palcami

Wielkie nieba!!!

Co jest z nami?!
Kochamy się z ekranami!!!

W każdym kliku
e-mocji bez liku
e-mocji bez lajku

Potrzebuję strajku!

Wata cukrowa cieknąca z e-kranu
nie zgasi przecież pragnienia co rano
umysł klei i palce
wiruje jak w pralce

ciągle jadę jak windą w dół
szukam aprobaty
dostaję baty

Obrazów sto
idę na dno

choć wystarczy podnieść oczy
żeby zobaczyć
że prawdziwe życie
właśnie dookoła się toczy

stan wyjątkowy

codziennie nowy
stan wyjątkowy
lockdown w ustach
głowa pusta
palców patrole
przesuwam po czole
poddaję kwarantannie każdą myśl

to nic nie zmieni
nie zatrzyma wirusa
co daje susa
w porach czasoprzestrzeni

uczę się z nim żyć
zdejmuję z nadgarstka
godzinę policyjną
litery z naparstka
szczepionką mogą być

jeżeli zejdę na powikłania
jakby co
nie mam nic do dodania

sam

jestem sam
z moją kupą
uczuć i emocji
jednym to nie przeszkadza
innym śmierdzi
każdy swoje twierdzi

jestem sam
gdy wylewam z siebie strumienie
z przeżycia
w kolorze słońca
i tęczy
jedni to akceptują
innych to męczy

jestem sam
gdy zajadam potrawy
z różnych rodzajów trawy
ze smakiem
spotykam się ze zdziwieniem
lub atakiem

każde zwierzę społeczne
może być jednocześnie
łagodne lub niebezpieczne

przeciąg

przez otwarte okna i drzwi
przeciąg
snuje się niedbale
w dal
poruszając firanką
ale
nie mając siły by wydmuchać żal

na parapecie mucha
patrzy
lecz nie słucha
wiatr nogami jej porusza

złudzenie istnienia
i życia
w dźwiękach z oddali
Kiedyśmy przyszli?
Czy zawsześmy tu stali?