Kos mi ta

z głową w bańce
obserwuję tańce
układów słonecznych
i tych bardziej mrocznych

ulegam grawitacji
wschodzę i zachodzę
jak kometa w drodze
ciągnę ogon atrakcji

macham ręką z oddali
poruszam ustami bezgłośnie
do tych co się bali
albo krążyli radośnie

teorie względności
kończą się w nicości
zagram na strunach przestrzeni
nim znikniemy zdziwieni