pa pier..

Będąc przyzwyczajony do ciągłego rozwoju, papier toaletowy myślał, że cały czas będzie nowy. Mimo, że śnieżnobiały, z każdym obrotem odsłaniał się rulonik mały, szary i niezbyt miękki. Z jego wnętrza wydobywały się jęki. Nigdy nie patrzył w tył, gdzie trafiały listki, gdy wykonały swoją jakże ważną pracę. Myślał: nic nie tracę.. z ostatnim szarpnięciem rozstał się ze swą powierzchownością, ktoś go wziął do ręki, przystawił do ust i zaryczał: muuuu!!!